Analogi wracają do łask. Yashica T5 vs Olympus Mju II

W aktualnym świecie większość informacji przekazywanych jest za pomocą cyfrowych mediów. Natłok treści i brak doświadczeń sensorycznych uwypuklają problem oddalenia się od świata tradycyjnego. Powoduje to chęć odnalezienia czegoś wyjątkowego i unikalnego, powrót do korzeni i prostoty.

Świat analogowy.

Świat fotografii analogowej daje możliwość stworzenia atmosfery i efektów, które nie są do uzyskania w świecie cyfrowym. Zdjęcia analogowe są nieprzewidywalne i mało powtarzalne, dzięki czemu są bardziej angażujące. Wybór aparatu, materiału fotograficznego, ustawienia ekspozycji czy ostrości to wszystko jest częścią procesu dużo głębszego niż cyfrowy obraz wyświetlany na ekranie aparatu.
Za każdym razem nie mogę się doczekać momentu wywołania kliszy i zeskanowania zdjęć. W tym przypadku moje niedoczekanie sięgało zenitu, gdyż dotyczyło zdjęć wykonanych legendarnymi aparatami. Wiele osób ceniących sobie design, a zarazem prostotę wykonania i użytkowania, nazywa je „kultowymi”. Mowa o Yashica T5 i Olympus Mju II.

Yashica T5 i Olympus Mju 2, to fenomenalne aparaty kompaktowe, które w swoich czasach były przedstawicielami zaawansowanych rozwiązań technologicznych.

Liczy się tylko światło?

Yashica T5 ma jasny obiektyw Carl Zeiss T* Tessar o ogniskowej 35mm i świetle 3.5 , co zapewnia wystarczającą ilość światła, nawet w ciężkich warunkach, dodatkowo legendarny Zeiss T* to duet wymarzony. Takie połączenie daje pewność najwyższej jakości obrazu. Na pokładzie (w zależności od wersji) możemy znaleźć wiele ciekawych funkcji, takich jak: datownik czy „zoom scope” –wizjer górny, pozwalający na swobodne kadrowanie z poziomu biodra (patrząc w dół). Wspomnianym obiektywem steruje zaawansowany system autofokusa. Na 36 klatek nie trafił jedynie 2 razy, co daje mu zdecydowaną przewagę. Yashica T5 jest nowszym bratem Yashica T4, delikatnie cięższy i większy lecz dodatkowe funkcje rekompensują te mankamenty.

Olympus Mju 2 ma świetne szkło o ogniskowej 35mm i świetle 2.8! Jest to chyba najpopularniejsza „małpka” na świecie. Fantastyczny obiektyw zapewniający również bardzo dobre rezultaty, dużo mniejszy i bardziej kieszonkowy. Jest to zdecydowanie lżejsza i mniejsza budowa niż Yashica T5. Można znaleźć tu datownik, odporność na warunki atmosferyczne (zaprzeczając plotkom, nie jest to pełna wodoodporność) i wiele innych.
Ciekawostką jest ukryta funkcja zmiany pomiaru światła z uśrednionego na punktowy po przez przytrzymanie odpowiednich przycisków. Jeśli chodzi o autofokus to mimo tak wielu pozytywnych opinii, nie osiągnął nawet zbliżonego wyniku do poprzednika. Olympus Mju II na 36 klatek potrafi rozmyć nawet 13. Myślałem, że to kwestia mojego egzemplarza jednak testowałem kilka sztuk.

Który wybrać?

Rozpoczynając pisanie tego artykułu myślałem, że bardziej kompaktowy rozmiar wygra (MjuII).
Z góry założyłem, że te obiektywy nie mogą się aż tak różnić. Nic bardziej mylnego. Drążąc temat porównywania szerokiego pojęcia jakości zdjęć, można napotkać bardzo wiele opinii i wniosków. Bez wątpienia zarówno Mju jak i Y5 mają doskonałą jakość obrazu, jednak ostatecznie pierwsze miejsce na podium zajmuje zdecydowanie Yashica T5!


z lewej Yashica T5 z prawej Olympus Mju II

(polecam wyświetlanie w trybie komputerowym)

Jedna odpowiedź do “Analogi wracają do łask. Yashica T5 vs Olympus Mju II

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *