
Contax T2 – wszyscy myślą, że to najlepszy kompakt na świecie. Tytanowa konstrukcja, jasny, ostry obiektyw, fantastyczna jakość zdjęć i kompaktowe rozmiary. Czy te cechy sprawiają, że w rzeczywistości, Contax nie ma sobie równych?
Kompakty premium.
Zacznijmy od tego, że o tym aparacie napisano i powiedziano już wszystko. Nie ma sensu rozpisywać się, na tematy techniczne, które można znaleźć wszędzie. To po co, zabierać się za te rozważania? Otóż, najważniejszym -dla mnie- zagadnieniem było, czy warto płacić 2-3 razy więcej, niż za inne kompakty z klasy premium. A może to tylko mit, legendarnego Contaxa T2?
Przejdźmy do faktów:
- Jasny, ostry obiektyw – JEST
- Wytrzymała budowa – JEST
- Tryb automatyczny z preselekcją przysłony – JEST
- Automatyczne zwijanie i przewijanie filmu – JEST
- Manualne ustawienie ekspozycji – JEST (powiedzmy, że jest)
- Manualne ustawienie ostrości – JEST
- Kompaktowy rozmiar – JEST
- Manualny wybór ISO – NIE MA
No ok, ale przecież wiele innych aparatów, z „górnej” półki, również oferuje te możliwości, a nadal kosztują ułamek ceny Contaxa…
Obiektyw jest najważniejszy.
Na początku wspomniałem o obiektywie. Wiadomo, że Carl Zeiss Sonnar T* 2.8 już mówi samo, za siebie. Fantastyczna optyka, składająca się z wielu elementów o nieziemskich parametrach, najdoskonalsze ( jak na tamte czasy ) powłoki antyrefleksyjne i tak dalej, bla bla bla, co jest tak naprawdę istotne?
W tym przypadku zastosowano hybrydowy rodzaj autofocusa. Pasywnie/aktywny z detekcją fazy i wspomaganiem IR w gorszych warunkach oświetleniowych. Ten rodzaj ostrzenia ma swoje wady i zalety. Szybkość i precyzja działania, z drugiej strony tego rodzaju AF, nie pozwala na swobodne fotografowanie przez płaszczyzny przezroczyste.
Z mojego doświadczenia wynika, że na 36 klatek, zdarza się 1-2 klatki, ewidentnie nietrafione. Daje to i tak najlepszy rezultat, ze wszystkich testowanych aparatów kompaktowych.
Niestety, pojawia się pewien problem. Contax T2 świetnie radzi sobie w codziennych warunkach, nawet przy kiepskim oświetleniu (na pomoc przychodzi wspomaganie IR). Barierą nie do przejścia, staje się, każda napotkana transparentna przeszkoda. Obiektyw ostrzy wtedy na najbliższy punkt, a nie w dal, tak by przeszkoda stała się tylko pryzmatem. Jednym słowem, robiąc zdjęcie zachodu słońca przez szybę, dostaniemy fotografię, z ostrością na szybie.
Istnieje sytuacyjne rozwiązanie tego problemu, ale o tym na koniec.


Budowa, wykonanie i ergonomia.
W tych kwestia Contax T2 nie ma sobie równych. Istnieją konkurenci, równie ciekawi, jak: Nikon Ti lub Fuji Klasse, ale żaden z nich nie jest aż tak ” tankowny „. Elementy konstrukcji tytanowe, bardzo dobrej jakości wykończenie, całkowicie chowany i osłonięty obiektyw, to cechy pozwalające przetrwać bardzo wiele. Nawet na dnie mojego plecaka.
Design Contaxa to minimalistyczny kawał cegiełki. Wszystkie elementy funkcjonalne, zostały przemyślane, w sposób zapewniający wrażenie niezniszczalnych. Przy wyłączonym aparacie, obiektyw pozostaje całkowicie wsunięty, pokrętło ekspozycji jest delikatnie wklęsłe, a pokrętło trybów nie wystaje ponad obudowę, dzięki czemu, w razie upadku, najważniejsze komponenty są chronione.
Dla porównania, zarówno Fuji Klasse, jak i Nikon Ti, czy Minolta TC posiadają o wiele więcej istotnych elementów, wystających i odstających od korpusu. Wspomniany Nikon i jego charakterystyczny olbrzymi wyświetlacz górny jest łakomym kąskiem dla niezdarnych rąk, z których wszystko wypada.
Contax T2 jest toporny, ale taki właśnie miał być.
Ostatnim, najmniej przemyślanym elementem, jest rozmieszczenie pokrętła na obiektywie. Horror!
Niestety jest to tak małe i nieporęczne, że wielokrotnie przez przypadek przeskakiwałem o kilka pozycji przesłony w inną stronę.
Zatem czy ten aparat jest niezniszczalny? Budowa może to sugerować, ale ma jedną olbrzymią wadę, ilość elektroniki. Jak to bywa z kompaktami „tamtych czasów”, krąży nad nimi widmo rychłej śmierci. Nafaszerowane elektronicznymi częściami, tykające bomby. Każdy z nich odlicza czas, do wypalenia styków i ot, tak, któregoś dnia, po prostu przestanie reagować. Najczęściej, nie ma dostępnych zamiennych elementów, lub są kosztowne, w ostateczności trzeba kupić drugi aparat, jako dawcę.
Z drugiej strony, ten aparat jest z 1991 roku, która współczesna cyfrówka, może pochwalić się idealnym działaniem po przeszło 33 latach?



Tryby i funkcje.
No i wracamy do początku. Wymieniłem tam najważniejsze cechy, którymi kieruję się podczas wyboru aparatu. Tryb preselekcji przysłony w kompakcie? Tak, w tym przypadku, ustawiając na pokrętle zielone 2.8 włączamy właśnie taką funkcję. Jest to bardzo ciekawe rozwiązanie, a zarazem kolejny minus. Sam nie wiem, dlaczego tak to zostało wymyślone. Chodzi o to, że tak naprawdę nie możemy narzucić, aby aparat zawsze był na przysłonie 2.8. Ta pozycja sprawia, że komputer automatycznie dostosowuje przysłonę do warunków oświetleniowych. Czyli 2.8 to w pewny sensie tryb AUTO. Pierwszą wartością, o której sami możemy decydować, jest f/4.0! Dopiero 4.0… Jeśli jesteś fanem, bardzo małej głębi ostrości, to niestety mam dla Ciebie złą wiadomość. Ewentualnie możesz użyć filtra ND lub czekać na spadek oświetlenia, tak by komputer dobrał 2.8.
Co Ty gadasz, skoro, wcześniej pisałeś o manualnym ustawieniu ekspozycji? Owszem, istnieje możliwość wymuszenia, większego otwarcia obiektywu, poprzez ustawienia doświetlenia i niedoświetlenia. Na aparacie znajduje się osobne pokrętło, mające wartości od -2 do +2.
Możemy ,również w ten sposób, bawić się w „forsowanie” filmu, prześwietlając lub nie doświetlając o dwie wartości.
Oprócz tego, na korpusie znajdziemy: standardowy przycisk wyzwolenia migawki, który działa po przyciśnięciu do połowy (ostrość), a późniejsze wciśnięcie, wyzwala migawkę, samowyzwalacz i tryb manualnego ustawienia ostrości, który jest kompletnie nieużyteczny. Na tym samym pokrętle mamy: wyłącz i AF czyli włączenie aparatu oraz ciekawą pozycję dotyczącą ostrzenia na nieskończoność.
Na wstępie pisałem o problemie, w którym AF łapie ostrość na pierwszą napotkaną płaszczyznę, Ci którzy mieli przyjemność pracy z Polaroidem SX -70 Sonnar AF, wiedzą w czym tkwi problem.
Jeśli fotografowany obiekt, znajduje się daleko, wystarczy ustawić ostrzenie na nieskończoność.
Mam wtedy pewność, że AutoFocus trafi właśnie tam, a nie zatrzyma się na szybie lub innej przeszkodzie przede mną.
Takim sposobem, możemy w pewnych sytuacjach ” pomóc ” sobie z płaszczyznami przed obiektywem.
Automatyczne zwijanie i przewijanie, to rzecz oczywista, ale nie znajdziemy tu opcji wyboru ISO. Contax T2 automatycznie czyta kod DX z opakowania filmu. W przypadku, kiedy, nie ma kodu lub jest nieczytelny, ISO zostaje dobrane zawsze jako 100. Należy o tym pamiętać, jeśli naświetlam film nawinięty ręcznie.
Wizjer jest malutki, ale dość czytelny. Kadr jest podzielony na dwie ramki, dużą, która uwzględnia drobne przesunięcie obiektyw oraz małą, która odpowiada za kadr przy fotografowaniu z bliska. Dodatkowo wyświetlane są podstawowe informacje o czasie naświetlenia itp. Czasami mogą zapalić się dwie literki: L.T. czyli aparat po naciśnięciu migawki wchodzi w tryb BULB. Do momentu puszczenia przycisku migawki, będzie cały czas naświetlał film. Aha, właśnie, aparat pracuje automatycznie od 1s do 1/500s w przedziale od f/ 2.8 do f/ 16.




Warto czy nie?
Contax T2 to bez wątpienia pozycja, którą trzeba rozważyć. Łączy najważniejsze cechy aparatów premium z dość obszernymi opcjami ustawień manualnych. Nie są one tak oczywiste, jak naciśnięcie jednego przycisku, ale są! Czytając kilka recenzji, doszedłem do wniosku, że napisać można wszystko, ale jak wygląda surowe porównanie zdjęć z innym prestiżowym kompaktem. Bardzo nie lubię tych, wysublimowanych opisów sprzętu, ubranych w piękne słowa i określenia, kiedy nawet nikt, nie wziął do ręki tego aparatu. Nie chcę odpowiadać, czy warto kupić kompakt, który kosztuje aktualnie od 2-4 tyś. to sprawa bardzo indywidualna. Nad takim sprzętem zawsze, trzeba zastanowić się dwukrotnie, ze względu na wspomnianą wcześniej groźbę śmierci elektronicznej. Osobiście, nie miałem nigdy do czynienia z lepszym kompaktem.
Na koniec, małe zestawienie zdjęć z lewej Yashica T5 (przypominam, również kompakt premium) z prawej Contax T2.
























Jedna odpowiedź do “Contax T2 – najlepszy Point and Shoot? Aparat premium czy przereklamowana zabawka?”