Z jakiego powodu polaroid jest tak nieprzewidywalny? Czy można znaleźć sposób na lepsze rezultaty? Czy tylko ja tak mam, że polaroidy wychodzą tragicznie?

Usprawiedliwienie.
Chwilę mnie nie było, ale już wracam. Czasem warto wziąć głęboki oddech i na moment się zatrzymać. Wrzesień minął szybciej niż otworzenie i zamknięcie powiek. Rozważałem kilka tematów, które ostatnio zmroziły mi krew w żyłach. Może powinienem iść w stronę nowości analogowych, może warto wspomnieć o nowej kliszy od ILFORDA tzn. Harmana. Z drugiej strony, może warto skupić się na czymś bardziej wartościowym, jakiś głębszy temat. GFX był ostatnio na pierwszym planie, do tego Carl Zeiss 45mm 2.8, a w międzyczasie udało mi się dostać Zeissa 50mm 1.7 – o nim będzie jeszcze mała wzmianka. Na horyzoncie pojawiła się również stałka od Fuji – 50mm 3.5, ale to jeszcze nic pewnego. Dorwałem drukarkę Canona Prixima 10s, która okazała się wtopą. (sprzedawca wysłał ją w kartonie po zapałkach i prawdopodobnie w transporcie została uszkodzona głowica…)
No i tak brnąc w mnogość tematów, nie mogłem się zdecydować na najciekawszy. Pomyślałem, że warto podążać jakimś logicznym kluczem. Z pomocą przyszła myśl o nadchodzącej jesieni i zimie, a co za tym idzie, coraz mniejsza ilość światła dziennego. Zatem, dobierając materiał światłoczuły, należy powoli kierować się w stronę większych czułości ISO lub fotografować w godzinach słonecznych, a zazwyczaj ten czas, jest w codziennym dniu przeznaczony na pracę. Takim oto sposobem, pomyślałem, że warto wykorzystać resztki światła i wyciągnąć z szafy Polaroida SX 70. Żeby mu nie było smutno, dobrałem do pary Polaroida Now i-type. To głowni bohaterowie dzisiejszych rozważań.



Specyficzna estetyka.
Jak zazwyczaj, zagadnienia techniczne są drugoplanowe. Produkcja, wersje i literatura instruktażowa są szeroko dostępne w internecie. Zastanawiało mnie bardziej, z jakiego powodu polaroid jest tak nieprzewidywalny. Czy można znaleźć sposób na lepsze rezultaty, w skrócie czy tylko ja tak mam, że polaroidy wychodzą tragicznie.
Sama idea fotografii natychmiastowej, bardzo mnie pociąga, od zawsze na hasło “Polaroid” miałem ciarki na plecach. Estetyka, kolory i plastyka, którą daje materiał polaroidowy, są niepowtarzalne i charakterystyczne. Granica błędu i niedoskonałości jest przesunięta, na drugi plan schodzą aspekty ostrości i poprawnego naświetlenia, w tych fotografiach nie liczy się nic innego niż emocje i nastrój.


Polaroidy są niedoskonałe z natury. Początkowo myślałem, że jest to zależne jedynie od moich nieumiejętności lub niezrozumienia tego medium. Mówiąc szczerze, dużo w tym prawdy, jednak trzeba zwrócić uwagę na kilka istotnych elementów, które choć trochę rzucą na mnie lepsze światło :)))
- po pierwsze, polaroidy są niskoczułe, co sprawia, ze nominalne ISO w wersji SX-70 to jedynie 160.
W skrócie oznacza to dość okrojone możliwości naświetlania, najlepiej fotografować w bardzo dobrych warunkach, w pełnym słońcu. - po drugie, zazwyczaj są wyposażone w dość ciemne obiektywy, wartość minimalnej przesłony to f.8.0, o zgrozo! Kolejny przykład uzależnienia od doskonałego światła, ciężko z tak ciemnym lensem poprawnie naświetlić zdjęcie.
- po trzecie, plastyka zdjęć jest delikatnie rozmyta – mleczna, to oczywiście fantastyczna zaleta, jednak dla wielu może być to również wada. Osobiście odbieram to za element nieodłączny i pożądany. Pastelowe rozmycie obrazu na krawędziach przypomina mi użycie filtra pro-mist.
- po czwarte, uwaga to główny game changer! Polaroidy nie tolerują kontrastu światła. Dopiero po uświadomieniu sobie tego faktu, mogłem ruszyć dalej z poprawnym naświetlaniem wkładów. Z mojego doświadczenia wynika, że sceny z dużą rozpiętością tonalną, dużym kontrastem i skokiem światła, wychodzą tragicznie. Na przykład wyobraźmy sobie zdjęcie samochodu, który jest w cieniu, na średnim planie jest poprawnie oświetlone tło samochodu, na przykład jakaś ściana, a w tle jasne niebo z pełnym słońcem? – NIE MA SZANS.
…a może ten stary polaroid po prostu robi gorsze zdjęcia? Przeprowadziłem kilka porównań „dziadka” Polaroid SX 70 i nowego Polaroida Now i-type.
Od lewej SX70.






Jakie można wyciągnąć z tego wnioski? Na pewno taki, że klasyczna wersja delikatnie nie doświetla,
a raczej dobiera ekspozycję pod najbardziej jasne elementy kadru. Z kolei nowszy Polaroid, czernie naświetla poprawnie, jednak nie radzi sobie z najjaśniejszymi partiami.
Zaskakujący jest fakt ostrości. Moim zdaniem, oba radzą sobie podobnie. Jak na zdjęcia testowe to wyszły całkiem ok, są względnie ostre i kontrastowe. Polaroid SX-70 Auto Focus Sonnar ma zdecydowanie większą ilość nieprzewidywalnych blików świetlnych (w centrum kadru) i „przepaleń”,
jest to spowodowane po prostu wiekiem lub może mój egzemplarz tak ma. Mimo wszystko werdykt końcowy padł na nowszy model, zdecydowanie NOW i-type radzi sobie lepiej. Niestety nie jest on opakowany z piękną skórzaną oprawę z metalowymi rantami, nie jest składany na płasko i nie posiada wspaniałego systemu AF, który przypomina plaster miodu, ale… jest bardziej przewidywalny. Patrząc na ceny wkładów, nie mogłem wybrać inaczej. Starsza wersja jest losowa, często AF nie trafia w punkt, ba, nawet nie trafia nigdzie. Polaroid Sonnar AF ma system ostrzenia oparty na ultra dźwiękach, co uniemożliwia ostrzenie przez przeźroczyste płaszczyzny, zabawne, zupełnie jak Contax T2, o którym wspomniałem tu Contax T2 – najlepszy Point and Shoot? Aparat premium czy przereklamowana zabawka? Jednym słowem, wygląd nie ma znaczenia. Jeśli nie szukasz aparatu do ozdobienia wnętrza, to Polaroid Now sprawdzi się lepiej – mimo swojego plastikowego, okropnego wyglądu.





Na zakończenie chciałbym nawiązać do kilku wspomnianych wcześniej kwestii.
Czułość wkładów przeznaczonych do SX70 to ISO 160, ale w wersji 600 lub i-type, to już ISO 640. Kolejny bardzo ważny aspekt, przed zakupem aparatu. Większe ISO = Większe możliwości naświetlania. Istnieje możliwość przerobienia tradycyjnego SX70 pod wkłady 600, ale to temat do specjalistów, którzy się tym zajmują.
Mówiłem o przysłonie 8.0, jednak aparat, wedle potrzeb, przymyka ją bardziej, istnieją również Polaroidy o innych wartościach, ale zazwyczaj są to bardzo ciemne konstrukcje optyczne.
Pozwolę sobie jeszcze wtrącić jedną rzecz, jeśli zależy mi na dobrym efekcie, to staram się ujednolicać scenerię, czyli dobierać w miarę podobne oświetlenie wszystkich scen. Jednocześnie warto dobierać kontrastowe elementy. Chodzi o kontrast kolorystyczny, polaroid lubi spłaszczać obraz, biała bluzka na białym tle, prawdopodobnie zleje się w całość. Warto również poeksperymentować z przeterminowanymi wkładami (trzeba mieć z tyłu głowy, że efekty mogą być nieakceptowalne). Kilka lat temu udało mi się kupić 10 paczek po terminie, za 15zł każda. Aktualnie cena jednego opakowania wkładów (8zdjęć) to koszt koło 90zł. Są też różne wariacje wkładów np. wersja ze Star Wars lub moja ulubiona Golden Moments.
Na zakończenie zakończenia, kilka zdjęć z próby obalenia mitu „Polaroida rodzinnego„. Tak się przyjęło, że ze względu na wszystkie niedoskonałości, aparaty te są wykorzystywane do luźnych zdjęć w gronie rodziny i przyjaciół, i nie nadają się do poważnych tematów. Zastosowanie polaroidów w fotografii dokumentalnej, również może odwdzięczyć się zaskakującymi rezultatami.







Jeśli masz jakieś pytanie, to zostaw komentarz albo napisz na Instagramie, miłej reszty października 🙂
Fajny z Ciebie pisarz ♥️