Powrót do podstaw – Fujifilm x100F

Czy w dobie Canonów R i Leicy Q, jest sens pochylać się nad prawie 8 letnim kompaktem od Fuji, albo jego jeszcze starszym bratem? Mija ponad 14 lat od premiery pierwszego Fujifilm x100.

Powrót do podstaw.

Kilka dni temu minął rok od pierwszego wpisu, więc dziś zrobi się sentymentalnie. Cały pomysł z prowadzeniem bloga i instagrama jest dla mnie niezwykle ważny. To w pewnym sensie próba i test robienia rzeczy w życiu, które się naprawdę kocha. Zgadzam się z teorią, że do szczęścia potrzebny jest balans, między codziennym życiem zawodowym, które nie wnosi nic, oprócz wartości materialnych — a robieniem czegoś, co rozwija i opiera się o emocje oraz wartości wewnętrzne. No, chyba że ktoś łączy te dwa światy w swoim życiu służbowym. Zatem…

Jak podsumować ten czas? Jaki temat wybrać?
Na początku myślałem, żeby poruszyć wątek tegorocznego odkrycia: Fujifilm GFX 50r. Owszem, wpis o tym fantastycznym przedmiocie już powstał, lecz mam wrażenie, że został zbyt spłycony.
Następnie, wpadł mi do głowy temat związany z tutorialem skanowania i organizacji negatywów, jednak czy to jest atrakcyjny sposób na zakończenie blogowego roku?
Później, rozważałem opowieści o self-drukowaniu printów w domu. Jednak jest to bardzo obszerne zagadnienie, trzeba w nim poruszyć zarówno temat techniczny: jaki rodzaj drukarki, papieru wybrać, jak i aspekt artystyczny, bezpośrednio związany z walorem i wyglądem wydruku, zostawmy to na następny rok.

Fuji x100

Przejdźmy do sedna.

Tak, właśnie tak, X100 to jeden z moich pierwszych (po lustrzankach Canona) aparatów cyfrowych. Pamiętam jak dziś, rok 2013, jechałem po Fuji do Warszawy, pociągiem, trzymając 1100 zł w niebieskim opakowaniu po gumach do żucia, w razie, gdyby ktoś chciał mnie okraść, to był pomysł!

Wprawdzie dziś, będziemy rozważać trochę inny model, jednak tą opowieść należy rozpocząć od tego, że Fuji z serii X jest mi bliskie, od bardzo dawna.

Fuji x100F.

O tej wersji będą dzisiejsze przemyślenia. Żeby nie przynudzać, zaznaczę tylko, dlaczego warto zwrócić uwagę na ten model, a później przejdę do codziennych wniosków.

  • 1. Kompaktowy rozmiar — często to zaznaczam i również w tym przypadku muszę. Aparat mieści się dosłownie w kieszeń. Nie jest tak lekki, jak połączenie XE3 + 27 2.8, jednak nie ma tragedii.
  • 2. Obiektyw — jedna z jego najmocniejszych stron, cudowny, jasny f.2.0 i ogniskowej 23mm. Bardzo ostry i kontrastowy. 23mm to dość szeroko, ale jednocześnie to chyba idealna propozycja do fotografii ulicznej, ba nawet w portrecie znajdzie swoje zastosowanie. Właśnie dzięki f.2.0 możemy uzyskać ciekawe rozmycie tła.
  • 3. Matryca — powiedzmy sobie prawdę prosto w oczy, APS-C 24 mpx matryca z procesorem z wersji FUJI X Pro-2, to nie są demony prędkości, ale ta konfiguracja w zupełności wystarcza.
  • 4. Wizjer — elektroniczny, to jasne i optyczny, czad! Nic odkrywczego, jednak osobiście jestem fanem tego rozwiązania, wewnątrz widzimy jasną ramkę i podstawowe informacje, a sam obraz jest analogowy, a nie wyświetlany przez LCD.
  • 5. AF — no i teraz kolejna mocna strona, nigdy nie mialem najmniejszego problemu z tym obiektywem. Czytając jakieś opinie internetowe, nie mam pojęcia, skąd biorą się wnioski, o wolnym działaniu tego systemu, albo nietrafionych zdjęciach. Wykonałem tym aparatem ponad 2000 zdjęć i może 10-15 zgubił ostrość. (Prawdopodobnie z powodu mojego braku zdecydowania w kadrowaniu).
  • 6. Wygląd i ergonomia — fantastycznie zbudowany, o pancernej konstrukcji, idealnie leżący w dłoniach, to charakteryzuje Fuji X100F, zresztą wersje wcześniejsze i późniejsze, zapewne także. Rozłożenie przycisków i wszystkie funkcje są czytelne i oczywiste. Nie ma się co oszukiwać, jest to jedna z najpiękniejszych konstrukcji od Fuji. Wiem, wiem, wygląd nie ma znaczenia. Aparat musi robić zdjęcia. Niby tak, ale jeśli staje się on codziennym elementem, to, przynajmniej dla mnie, ważne jest, by był wygodny i sprawiał, żeby chciało mi się nim fotografować.
  • 7. Symulacja filmów — czy w ogóle tego używam? Otóż tak. Zawsze fotografuje w RAWach, jednak używam funkcji jednoczesnego filtru symulacji, żeby już na etapie podglądu zdjęcia z poziomu aparatu, przybliżyć sobie wygląd końcowy zdjęcia. Po prostu szybciej zobaczyć czy „cos z tego zdjęcia będzie”. Zazwyczaj używam Fuji Classic Chrome.
  • 8. Budowa — wiem, że już porównywałem go do czołgu, jednak muszę to podkreślić jeszcze raz. Fuji z serii x100 to aparaty niezniszczalne, serio. Mój upadł już setki razy, czasem w takich okolicznościach, że wstyd przyznać. Mimo wszystko, działa, wręcz idealnie. Konstrukcje typu Ricoh GR czy jakieś Nikony/Canony, nie mają nawet podejścia.
  • 9. Cena — bez zbędnego przedłużania: x100 /x100s warto kupic kolo 1200 zł, x100T, koło 2200 zł, x100F to wydatek około 3000 zł, x100 V to już powyżej 5 tysięcy, a x100 VI zapewne koło 7 tys. Te ceny są -według mnie- opłacalne, trzeba pośledzić aukcje i poszukać czegoś okazjonalnie, w dobrej cenie. Oczywiście mowie o aparatach z drugiej reki.

Stary czy nowy?


Na zakończenie tych bardziej technicznych wypocin, chciałbym zaznaczyć jednego tipa. Jeśli zależy Ci wyłącznie na zdjęciach, to warto poszukać X100 Classic, czyli wersji najstarszej lub z literą S. Tylko trzeba mieć z tylu głowy, że to konstrukcja średniowieczna, raczej nie radzi sobie z brakiem światła, używalne ISO to w najlepszym wypadku 800-1000, może 1250, jeśli mocno zmrużymy oczy, no i nie ma symulacji filmu Classic Chrome (to ten najpopularniejszy). W takim razie, dlaczego zdecydowałem się na X100F? Po pierwsze, kupiłem go bardzo promocyjnie, z wadami, które musiałem zaakceptować. Po drugie, ze względu na matrycę, jest to już wersja z legendarnego x-pro 2. Pomijam fakt 24mpx, a nie 12 jak w przypadku wcześniejszych braciszków. Oprócz tego, w każdym aparacie z tej serii zobaczymy Fujinona 23mm f.2.0 – ale nie jest to ten sam obiektyw! To znaczy, jest, niby, tak samo się nazywa i ma takie samo światło, jednak różni się konstrukcyjnie i ma znacznie lepsze powłoki. To bezpośrednio bardzo wpływa na obraz końcowy. Aha, jeszcze jedno, jeśli potrzebujesz aparatu do filmowania, to sugeruje wersje X100 V, dopiero od tego modelu zaczyna się format 4K i stabilizacja obrazu.

x100 Classic

Dla ciekawskich, porównanie ziarna nocą przy ISO 1600. (Od lewej x100, po prawej x100F)

No więc tak to wygląda, rok prawie minął, ciekawe jaki będzie następny. Był to dla mnie bardzo ważny czas, w aspekcie fotograficznym przełomowy. Poznałem GFX, przekonałem się do zdjęć w gorszą pogodę, robiłem eksperymenty analogowe, skompletowałem narzędzie niezbędne do profesjonalnego druku i nawet zacząłem drukować! W międzyczasie bawiłem się polaroidami i formatem 6×9, przezwyciężyłem strach przed sztuczną inteligencją, zaprzyjaźniłem się z Contaxem T2, aż w końcu, wróciłem do Fuji X100. W 2013 roku poznałem Fuji, a w 2024 poznaje Fuji na nowo.

Chciałbym niezmiernie bardzo, bardzo, bardzo, podziękować wszystkim, którzy tu zajrzeli. Zapraszam na kolejny, wspólny rok, a tymczasem Wesołych Świat!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *