
Tradycyjna fotografia średnioformatowa daje możliwość pracy na dużo większym materiale. Przekłada się to na lepszą szczegółowość i większą elastyczność obrazu. W uproszczeniu,
większy negatyw = więcej detali,
lepsza głębia i „jakość” zdjęcia.
Bez wątpienia, właśnie te elementy są najbardziej pożądane w świecie średniego formatu.
Rozmiar ma znaczenie.
Niestety, ma i to ogromne! Standardowy mały format zwany „35mm” jest fizycznie o wiele mniejszym negatywem niż średnio-formatowy „120mm”. Na 35mm zmieścimy więcej zdjęć (zazwyczaj 24/36 klatek na rolkę), natomiast, na120mm tylko 16 lub mniej. W przypadku Yashica 124G jedyne 12! W zależności od specyfikacji konkretnego aparatu ilość klatek może się znacząco różnić, dla przykładu: Mamiya 7 w formacie 6×7 zrobi jedyne 10 zdjęć na rolkę, Bronica 645 upchnie ich aż 16 a Fuji GW680iii( o tym wyjątkowym aparacie będzie tu jeszcze mowa ) skromne 9. Istnieją również średnioformatowe potwory dające 4 klatki na rolkę – na przykład Fuji GX 617, jednak szczegółowe wejście w tematykę formatów jeszcze nastąpi. Wracając do sedna, rozmiar naświetlanej klatki to ilość zapisanych informacji, a im więcej, tym lepiej.
Yashica 124G Mat to 54-letnia kopia, ze złotymi zębami* legendarnego Rolleiflexa.
*legenda głosi, że oznaczenie G sugeruje zastosowanie złotych styków w aparacie.


Czemu jest wyjątkowy?
Na pierwszy rzut oka, nie różni się niczym od typowych aparatów „skrzynkowych” tamtej epoki, kolejny Rolleiflex czy inny Lubitelflex… jednak po kilku chwilach spędzonych z tym aparatem możemy dojść do ciekawych wniosków. Ergonomia i jakość wykonania to zdecydowanie mocne strony tej konstrukcji.
- bardzo wygodne ustawienie przysłony i czasu, dwa czytelne pokrętła po obu stronach
(obsługa aparatu jest intuicyjna, a rozmieszczenie przycisków logiczne i przejrzyste) - światłomierz elektroniczny zintegrowany z ustawieniem wspomnianych pokręteł
(oryginalnie potrzebujemy baterii rtęciowych tx625 jednak, ja używam zwykłej dostępnej 1,5v i nie zauważyłem żadnego przekłamania w mierzonym świetle) - wygodne kadrowanie dzięki matówce z liniami pomocniczymi i lupce
(obraz, który widzimy jest odwrócony, więc potrzeba chwili, żeby nabrać wprawy w kadrowaniu) - blokada spustu migawki
(wyzwolenie migawki w moim egzemplarzu jest bardzo miękkie a sam spust mocno wystaje, co może sprzyjać przypadkowemu naciśnięciu, jednak można przełączyć go w pozycję „L” lock, co rozwiązuje problem niechcianego wciśnięcia spustu) - piękne, trwałe i ponadczasowe wykonanie
(dobrze leży w rękach, każdy mechanizm pracuje z odpowiednim oporem, jest to jeden z aparatów budzących zaufanie konstrukcyjne) - tradycyjny wygląd
(to mniej ważny aspekt, lecz nie można go pominąć, Yashica 124GMat jest po prostu piękna, chce się nim robić zdjęcia i przynosi to wielką satysfakcję)
Najważniejszy jest obiektyw.
Yashica 124G Mat wyposażona jest w niewymienny obiektyw Yashinon 80mm ze światłem 3.5. Można wymieniać zalety tego aparatu godzinami, jednak największą uwagę należy skupić na wyżej wspomnianym Yashinonie. Jasny, ostry i niesamowicie kontrastowy. Nie czułem najmniejszego rozczarowania naszą relacją, większość zdjęć wyszła idealnie. Bardzo przyjemna plastyka obrazu, bez większego winietowania. Olbrzymim zaskoczeniem była dla mnie praca pod światło, mimo tak wielu lat powłoki na soczewkach radzą sobie znakomicie. Czasem wpuszcza minimalny blik, ale tylko w sytuacjach bardzo ostrego światła bocznego (zauważyłem wtedy nieznaczny spadek kontrastu obrazu)
W oryginalnym zestawie oprócz kilku nasadek, soczewek zmieniających ogniskowanie i filtrów, również znajdziemy tulipanka, który rozwieje jakiekolwiek wątpliwości związane z pracą pod światło.
soczewka szerokokątna


Problemem może wydawać się niewymienny obiektyw, który, mówiąc szczerze, nie należy do najszerszych, na pomoc przychodzą specjalne soczewki szerokokątne. 80mm to ekwiwalent standardowej 50tki na małym obrazku, więc klasyczna portretówka. Jeśli potrzebujemy szerszego kąta, a nie mamy możliwości odejścia lub estetyka zdjęcia tego wymaga, możemy zamontować nasadkę. Dzięki niej zredukujemy ogniskowanie na 50mm, zatem: 80mm na obiektywie daje około 50mm na małym formacie, a 50mm nasadki daje nam końcowe około 30mm na małym obrazku.
Dodatkowo należy pamiętać o lupce na obiektyw górny, która również redukuje kąt widzenia dostosowany do szerszej ogniskowej. Yashica jest aparatem TLR Twin Lens Reflex, co oznacza posiadanie dwóch soczewek, jedna, górna pełniąca funkcję wizjera, druga, dolna -pełniąca rolę obiektywu. Pozostałe dwie nakładki to: tele, która daje nam 120mm i makro, która pozwala na fotografowanie przedmiotów oddalonych o około 40cm.
Wejście w średni format.
Yashica 124G Mat to zdecydowanie aparat warty polecenia dla poszukujących pretekstu do porzucenia małego formatu. Szukając na siłę, ma kilka wad np: przymykanie przesłony do 5.6 by osiągnąć pełnię ostrości obiektywu czy dość uciążliwa praca na dłuższych czasach przy słabym świetle.
Jednak posiada najważniejszy element fotografii analogowej – angażuje.
Nie da się nim robić zdjęć szybko, zdjęć nieprzemyślanych. Wymaga skupienia i uwagi. Poświęcając chwilę swojego, czasu za każdym razem dochodzę do wniosku, że było warto.

