Fujifilm GFX 50R – alternatywa dla analogów.

Nigdy nie przypuszczałem, że świat cyfrowy będzie tak bliski analogowemu.
Średnio formatowy, 51 – megapikselowy sensor z odwzorowaniem kolorów zbliżonym do tradycyjnych materiałów światłoczułych.

Cyfra czy analog?

Nigdy nie sądziłem, że świat cyfrowy będzie tak bliski analogowemu. Zawsze byłem sceptyczny i raczej zdystansowany słysząc, że „efekt analogowy” da się osiągnąć odpowiednim rodzajem postprodukcji zdjęcia. Cały świat presetów i obróbki w PhotoShopie był dla mnie obcy. Najbardziej liczył się nastrój i emocje, które były na fotografii, a sposób, którym to osiągnięto, schodził na drugi plan. Mimo wszystko bardzo denerwowały mnie zdjęcia „mocno” obrobione, nieszczere, retuszowane. Tego typu zabiegi nie współgrały z moim pojmowaniem fotografii. Autentyczność to najważniejsza cecha, która współcześnie, jest tak bardzo pomijana. Właśnie dlatego, najważniejszym materiałem stała się klisza.
Proszę wyobrazić sobie moje zdziwienie, kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z cyfrą, która mocno nawiązuje do fotografii tradycyjnej.


Dlaczego tak się dzieje?
Jak zawsze, nie chcę wchodzić w szczegóły techniczne, to nie ma sensu. O GFX 50R napisano już wszystko, każdy milimetr tego aparatu został zmierzony i opisany. Skupmy się na rzeczach najważniejszych (dla mnie). Od razu mówię, jeśli szukasz aparatu, który jest super szybki, ma równie prędki system autofocusa i poradzi sobie w każdych warunkach oświetleniowych – to nie jest sprzęt dla Ciebie. Zatem dlaczego warto zwrócić uwagę, na wyprodukowany w 2017 roku, podstarzały aparat, wizualnie przypominający rangefingera?

  • Średnio formatowa matryca o rozmiarze 43.8 mm × 32.9 mm.
    To aspekt techniczny, wiem, ważne, żeby zobrazować sobie różnicę w fizycznym rozmiarze:
    Canon 5D: 36 mm x 24 mm, Fujifilm x-pro3 23.5 mm x 15.6 mm, Hasselblad H6D 53,4 mm x40 mm
    Więc, jest to zdecydowanie większa matryca niż w aparatach APS-C, większa niż FULL FRAME, ale mniejsza niż Hasselblad. Im większa matryca, tym więcej informacji, tak samo, jak klisza, im większą kliszę mamy, tym więcej możemy naświetlić.
  • Odwzorowanie kolorów i szczegóły.
    Olbrzymi zakres tonalny i niewiarygodna szczegółowość zdjęć, to elementy najważniejsze. Do tego należy wspomnieć o kolorach. GFX 50R jest przez wielu wybrany jako aparat najbardziej zbliżony do kliszy. Pamiętam, jak Canon rozpoczął swój wyścig zbrojeń 5d Mk1, Mk2, Mk3 później Mk4, dziś wiele osób wraca do 5d Classsic, jako prekursora „plastyki Canonowskiej„. Podobnie jest w przypadku GFX, wraz ze zmianą matrycy na 100mpx, pojawiła się również zmiana plastyki.
  • Optyka.
    Tutaj należy się głęboki ukłon, w kierunku dedykowanych obiektywów z serii GF, są bezsprzecznie wyjątkowe, jednak mało kto może pozwolić sobie na obiektyw za 5-10 tys. złotych. Na ratunek przychodzą adaptery. W taki oto sposób jeszcze bardziej zbliżamy się do fotografii analogowej, łącząc świat cyfrowy z vintage lensami.
  • Tanie wejście w średni format.
    Ten element może być delikatnie kontrowersyjny, bo jak można powiedzieć, że aparat za bagatela 6-9 tys. złotych jest czymś tanim. Otóż ceny za używkę, wahają się między 6000 a 10000 tys. złotych, a jest to najtańszy, prawdziwy (nie full frame) średni format cyfrowy. Mowa o samym body, rzecz jasna.
  • Wygląd i ergonomia.
    No przepraszam, ten aparat jest po prostu piękny. Klasyczny rangefinger, który trochę waży, ale nie jest za wielki, mniejszy niż aparaty serii Fuji GSW/GW, porównywalny z Fuji GA 645. Jeśli komuś nie przeszkadzała waga Canona 5d Mark I, to i tu da radę. Może, ktoś poczuł właśnie niesmak, ale dla mnie to istotna rzecz, jeśli aparat ma być codziennym towarzyszem, to lubię czuć, że najzwyczajniej w świecie mi się podoba. Leica M6 jest tak popularna? Oprócz swojej niezawodności jest designerską perełką.

Nie dla wszystkich.

Jak wspominałem wcześniej, GFX 50R to specyficzna rzecz, nie spodoba się wszystkim.
Niektórzy narzekają lub boją się tematu autofocusa, w tym body. Osobiście nie miałem dostępu do wielu współczesnych, dedykowanych obiektów, oprócz GF 80 mm 1.7. Z tego doświadczenia nie wynikały żadne negatywne wnioski o tym systemie. Działał płynnie i trafiał w punkt, za każdym razem. Nie jestem fotografem sportowym, więc nie powinienem poruszać tej kwestii. Do moich potrzeb używam lensów manualnych, więc zagadnienie AF jest mi zupełnie obojętne.

Kolejnym „problemem” jest czułość – ISO. Niestety realne do wykorzystania wartości to 1600. Już przy ISO 800 pojawia się (minimalny) szum, szczególnie w mocno kontrastowych scenach. Z jednej strony jest to olbrzymi problem, z drugiej na pomoc przychodzi LightRoom z funkcją odszumiania. Poniżej przykład zdjęcia ISO 3200 przed i po.

No i na koniec warto wspomnieć o cenach obiektywów GF. Jest to koszmar. Przynajmniej dla mnie.
Za najtańszy obiektyw zoom (Fuji GF 35-70 mm), trzeba zapłacić 2800 złotych, oczywiście używany, stałka 50 mm 3.5, około 3500 zł, jeśli chodzi o jakieś tele pewnie koło 10000 tys. złotych! Ale spokojnie, mam na to rozwiązanie, za chwilę coś więcej na ten temat.

Ostatnim ciekawym spostrzeżeniem, ale nie moim, jest to, że 50R się przegrzewa. Znowu, nie wiem skąd ta opinia. Nigdy nie miałem problemu z tym body, używałem serii x100, później x- T oraz xe i żadna z tych wersji nie miała takiego problemu, tak jest również w tym przypadku. Proszę pamiętać, że każdy aparat podczas super intensywnej pracy w studio, przy trybie seryjnym po kilku godzinach, łapie trochę ciepła. Szczególnie jeśli jest to małe body, do którego upchnięto wiele podzespołów.

Kolory, jakość i szczegóły.

Wiele czasu można poświęcić teorii i rozpisywać się na setki tematów, jednak jeśli, ktoś czyta moje wypociny, to wie, że najważniejsze są dla mnie zdjęcia. Oto kilka przykładów, które doskonale obrazują, o co w tym chodzi:

Porady.

Podsumowanie tego tematu jest oczywiste, Fujifilm GFX 50R to aparat, dla mnie, idealny.
Nie jest jednoznacznym zerwaniem z analogami, jednak przez jakiś czas będzie pełnił, w moim fotograficznym życiu, bardzo ważną funkcję. Warunki oświetleniowe, w których starałem się wykonywać zdjęcia, były bardzo zmienne. Od ostrego światła w dzień, przez zachód słońca, po prawie noc. Myślę, że to dobre przykłady, ukazujące faktyczne możliwości tego cudeńka.
Jeszcze na chwilę, chciałbym wrócić i rozwinąć temat optyki. Mając bardzo ograniczony budżet, początkowo nie marzyłem nawet o GFX. Było to dla mnie nieosiągalne, jednak prosta matematyka wygrała. Jeśli klisza 120 mm kosztuje 45 zł, wywołanie 15 zł, a skanowanie 10 zł, to za rolkę płacę w sumie 70 zł. Przy dobrych wiatrach, bo czasem ceny filmów oscylują między 60-90 zł. Wytężając swój matematyczny umysł, wyliczyłem, że skoro za aparat zapłacę około 7000 zł, to zwróci się on robiąc zaledwie 100 rolek. Czy to dużo, czy mało, nie wiem, dla każdego odpowiedz może być inna.

Kolejnym ciekawym aspektem, są obiektywy. Ceny są kosmiczne, ale za te dedykowane.
Jako odwieczny fan Contaxa postanowiłem rozejrzeć się na rynku i znalazłem coś niebagatelnego.
Carl Zeiss Tessar 45 mm ze światłem 2.8 (700 zł), obiektyw z typu pancake, dzięki któremu nawet GFX mieści się w kieszeń. Rozwiązało to mój problem, związany ze strachem przed wielkością tego systemu.
No chodzi w skrócie o to, żeby aparat był zawsze ze mną. Dokupiłem do tego adapter z eBaya za 200 zł i voilà, w tani sposób mam jedno z najostrzejszych szkieł systemu Contaxa, podpięte do średniego formatu.

WSKAZÓWKA NR 1: przed zakupem vintage obiektywu, sprawdź koniecznie krycie obrazu, wspomniany Tessar* ma dość małe winietowanie i kryje prawie cały kadr, jednak inne lensy mogą niewłaściwie współpracować.

A co ze strachem przed „starymi” obiektywami? Na to, też jest rozwiązanie. Trzeba wtedy dołożyć drugie tyle za około 2500-3000 zł kupić Mitakona 65 mm ze światłem 1.4 lub systemowe 50 mm 3.5.
Z jednej strony fantastyczny manualny obiektyw f.1.4, dzięki któremu uzyskamy niesamowitą głębię ostrości, z drugiej standardowa stałka, uniwersalna i pewna, ostra od 3.5. Dla mniej wymagających proszę rozejrzeć się za IRIX 45m 1.4 w cenie około 1600 zł, za używkę, jednak nie testowałem tego, słyszałem tylko, że Mitakon pod względem ostrości w centrum kadru wypada lepiej.

WSKAZÓWKA NR 2: nie rozglądaj się za 50s w wersji pierwszej, często są to powystawowe egzemplarze z olbrzymim przebiegiem, a 50R można kupić niewiele drożej.

WSKAZÓWKA NR 3: przebieg nie jest taki łatwy do sprawdzenia, po każdym wgraniu nowego softa, aparat resetuje swój licznik. Trafiają się jednak egzemplarze amatorsko używane, które po 7 latach nie zrobiły nawet 1000 klatek.

Mam nadzieję, że ten wpis przyda się komuś, choć trochę, staram się zawsze pisać o rzeczach, które mnie osobiście dotknęły i wprawiły w zakłopotanie. Zapraszam na mojego IG: marnezakamarki.
Kilka pozostałych zdjęć oraz fotografie produktowe (wykonane Contax Carl Zeiss Plannar 1.7), które pokazują jaką głębie można uzyskać na średnim formacie.

4 komentarze do “Fujifilm GFX 50R – alternatywa dla analogów.

  1. Doszłem do tego samego wniosku z kosztem kupna rolki i późniejszego wywołania itp I poszukuję 50R, sama idea możliwości adaptowania wszystkich obiektywów z średniego formatu które mam jak i tych mniejszych jest super, ale zainteresuje się tylko jeśli cenowo używki ukażą się w dobrej cenie <7k. Bo idea cyfrowego średniego formatu jest super, ale nie chcę płacić Premium za starsze body które o będzie o wiele mniej wszechstronne z funkcjami do np takiego mniejszego i tańszego A7C. Zdjęcia przykładowe bardzo ładne

    1. No niestety cenowo ciągle 50r się trzyma… najniżej widziałem za 6500. Z drugiej strony, ceny materiałów to kosmos. Rolka średni format = 55zł, wołanie i skan= 45zł. 6500zł /100 to masz 65 rolek i zwraca się body. Jednak z tym A7C to racja, 50R nie młodnieje. Miejmy nadzieję, że po premierze czegoś nowego od Fuji ceny 50r pójdą w dół 🙂

Skomentuj Artur Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *